Spróbuj opiewać okaleczony świat – pisał Adam Zagajewski w wierszu, który ćwierć wieku temu, po zamachach z 11 września, obiegł świat jako jeden z najważniejszych literackich komentarzy do doświadczenia współczesnego kryzysu. Nie była to jednak ucieczka od rzeczywistości ani próba estetyzowania trudnych doświadczeń. Przeciwnie. Było to wezwanie do odwagi patrzenia. Do ocalania sensu tam, gdzie historia pozostawia blizny. Tegoroczna, ósma już edycja festiwalu Eufonie jest próbą takiego właśnie spojrzenia na współczesność.  

Żyjemy w epoce globalnych pęknięć. Rewizji ulegają dawne pewniki geopolityczne, społeczne i kulturowe. Tracimy poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty, a jednocześnie na nowo odczuwamy wagę historii. Europa Środkowo-Wschodnia – przestrzeń szczególnie bliska Eufoniom – od stuleci doświadcza podobnych napięć. To krajobraz przesuwanych granic, pamięci ukształtowanej przez trudne doświadczenia i kultur budujących swoją tożsamość w obliczu przeciwności losu. 

Dlatego symbolem Eufonii 2026 jest kintsugi – japońska sztuka naprawiania rozbitej ceramiki przy użyciu złota. W tej filozofii nie ukrywa się uszkodzeń i nie zaciera śladów przeszłości. Pęknięcia zostają podkreślone, czyniąc je częścią nowej, bardziej złożonej i zjednoczonej całości. To jedna z najtrafniejszych metafor kultury, w której muzyka i jej wspólne doświadczanie mogą pełnić rolę złotego spoiwa w podzielonym świecie. Muzyka nie naprawia w sensie politycznym. Nie powstrzymuje konfliktów. Nie odwraca biegu historii. Potrafi jednak uczynić coś równie istotnego: przywrócić zdolność wspólnego przeżywania, rozumienia i pamiętania.  

Na muzyczne kintsugi, jakim jest program tegorocznych Eufonii, składają się trzy główne wątki. 

Egzystencjalne oswajanie śmierci to jedno z najbardziej uniwersalnych ludzkich doświadczeń. Ten motyw powtarza się w tej edycji Eufonii: od ironicznej metafizyki Mahlera po duchowe pejzaże baroku du Graina, przez refleksje Thomasa Manna nad przemijaniem, po współczesne muzyczne medytacje nad końcem istnienia u Mikołaja Góreckiego czy Zygmunta Krauze. Śmierć jest tu nieodłączną częścią życia, a nie jego przeciwieństwem. Sztuka nie usuwa lęku przed przemijaniem, ale pomaga go oswoić. 

Kolejny wątek prowadzi nas ku pamięci. Nie jako zbiorowi faktów, lecz żywej tkance kultury, której przestrzenią stają się Eufonie. Szczególne miejsce zajmie prawykonanie dzieła Zygmunta Krauze, opartego na wspomnianym wierszu Adama Zagajewskiego. To spotkanie dwóch wielkich głosów polskiej kultury – poety i kompozytora. Ich twórczość przypomina,
że piękno pomaga przekraczać najtrudniejsze życiowe doświadczenia. 

Tegoroczne Eufonie to także przestrzeń do poszukiwania sensu i skupienia. W świecie zdominowanym przez postęp technologiczny, algorytmy i nieustanny przepływ informacji coraz częściej potrzebujemy wyciszenia. Nieprzypadkowo w programie pojawiło się monumentalne Credo Krzysztofa Pendereckiego, czy refleksyjna Muzyka żałobna Witolda Lutosławskiego. Są to próby odpowiedzi na ponadczasowe pytania: o naszą tożsamość, korzenie i sposób na odnalezienie równowagi w zmiennym świecie. 

W tym roku Eufonie, poza refleksją nad pamięcią i przemijaniem, stają się manifestem odpowiedzialności kultury wobec zmagań współczesnego świata. Dlatego podczas festiwalu zabrzmi dzieło Jeana Sibeliusa, którego muzyka wspierała narodowe dążenia Finów, a także utwór Elżbiety Sikory, nawiązujący do losów bohaterki sprzeciwiającej się opresyjnemu systemowi. 

W festiwalowe motywy przewodnie wpisują się też interdyscyplinarne projekty cyklu Alterfonie. W tym roku w warszawskich przestrzeniach artystycznych usłyszymy muzyków (Etnobotanika, Bastarda, Baasch oraz Emil Miszk i Modulaire), których nowoczesne brzmienia prowadzą dialog z pamięcią, duchowością i współczesnością.  

Ósma edycja festiwalu nie ukrywa pęknięć, nie próbuje opowiadać świata jako całości. Poszukuje języka nadziei – japońskiego złota ze sztuki kintsugi, które pozwala połączyć rozproszone fragmenty wspólnego doświadczenia. 

Tej jesieni Eufonie odbędą się w 10 miastach i obejmą blisko 30 wydarzeń. Zapraszamy do wspólnego słuchania, będącego nie tylko umiejętnością odbierania dźwięków, ale przede wszystkim docenieniem obecności drugiego człowieka. 

Może właśnie to jest dziś najważniejszym zadaniem kultury.